Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 015 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

MÓJ ALBUM ...

piątek, 18 lutego 2011 10:26

 

 

                   

                      

 

                       mam na imię Hania

                       to jest moje sdjęcie sprzed lat ...

                       witam wszystkich przeglądających

                       kartki z historią mojej rodziny 

 

 

Notki na tym blogu ustawione zostały od najstarszej,

tak, by zachować ciągłość historii rodziny.

Najnowsze wpisy znajdują się na końcu.

Żeby przeczytać najnowsze wystarczy kliknąć

na zamieszczone w narzędziach zdjęcie. 

 

Najnowszy wpis - zdjęcie na samej górze 

 



komentarze (65) | dodaj komentarz

HANUSIA MALUSIA ...

piątek, 18 lutego 2011 16:42

 

 

 

                              był piękny, niedzielny ranek

                         urodziłam się w ostatnim dniu wiosny

                                       20-go czerwca     

 

 

                     

 

                 tu mam roczek                     a tu dwa latka

 

 

co roku Rodzice prowadzili mnie do fotografa, sadzali na krzesełko

i kazali patrzeć, gdzie pofrunął ptaszek ... a ja ze strachu robiłam zeza ...

 

 

 

                  

 

                 tu już mam trzy                      a tu cztery lata

 

            

                                             ***

 

 

 



komentarze (35) | dodaj komentarz

MOI PRADZIADKOWIE ...

sobota, 19 lutego 2011 16:47

 

 

                                            

 

                              Franciszek Zieliński

   i Ludwika, z domu Mikołajewska, zwana pieszczotliwie Mićkiewicz

 

 

                    

 

 

Oboje pochodzili z Kresów a dokładnie ze Złoczowa, miasta położonego w połowie drogi między Lwowem a Tarnopolem. Pradziadek Franciszek urodził się w rodzinie ziemiańskiej, jako jedyny dziedzic i spadkobierca ...

niestety, majątek Pradziadzia Franciszka graniczył z majątkiem pewnej jedynaczki, niezbyt zresztą urodziwej szlachcianki ... i jak to bywało, w tych czasach, rodziny zmusiły dzieci do małżeństwa ... po roku małżeństwa na świat przyszedł synek Juliusz ... niestety, żona Franciszka przy porodzie umarła ...

do opieki nad niemowlęciem sprowadzono więc, czym prędzej, od sióstr zakonnych nianię - sierotę ... sierotka Ludwika była samym dobrem a przy okazji bardzo urodziwą panienką ... nic dziwnego pradziadzio Franciszek bez pamięci się w pannie zakochał ... i tu zaczęły się schody - PRADZIADZIO SIĘ OŻENIŁ i został wydziedziczony ... niestety tak się wściekł na rodzinę, że w domu był absolutny zakaz mówienia o korzeniach ... do tego stopnia, że do tej pory nic o nich nie  wiadomo ... 

Pradziadzio spokojnie sobie poradził, wykształcony we Wiedniu, w kierunku prawniczym bez k łopotu znalazł pracę  w sądzie ... i już ...

Prababcię Ludwikę wszyscy w domu bardzo kochali i szanowali a nazywali pieszczotliwie Mićkiewicz ... w młodości babcia nosiła fryzurę wypisz, wymaluj nasz wieszcz narodowy ...  

 

Z prababcią Ludwiką Franciszek miał 8 córek i jednego syna ... każdą z córek nazywał imieniem księżniczki albo innej osobistości i uważał, że jego córki to ósmy cud świata ... fakt - moje babcie kresowianki były fantastyczne  ...  

 

 

           

 

 

na zdjęciu, oprócz Pradziadków, stoją (od lewej):

Jańcia, Wanda, najmłodsza Ludmiła, Helena, Gizela i Waleria (ta w ciemnej sukience, moja babcia) a na dole siedzi Zofia i Kzimiera ...

Zdjęcie zrobiono na Zamku Sobieskiego, gdzie cała rodzina przez czas jakiś mieszkała ...

 

 

                                           ***

 

 

      jeśli podobał ci się wpis kliknij link , wejdź i promuj notkę  

                            http://www.liiil.pl/promujnotke

 

 

Notki na tym blogu ustawione zostały od najstarszej. Najnowsze wpisy znajdują się na końcu. Żeby przeczytać najnowsze wystarczy kliknąć na zamieszczone z boku zdjęcia.



komentarze (40) | dodaj komentarz

1938 ROK ...

środa, 23 lutego 2011 19:53

  

 

 

                       

 

                               Franciszek, głowa rodziny ...

 

  

 

 

          

 

                         50 lecie ślubu Ludwiki i Franciszka ...  

         piękny jubileusz ... kochająca rodzina ... dzieci i wnuki ... 

 

 

Sporo miał na głowie Pradziadzio Franciszek ... żona i dziesięcioro dzieci to, nawet jak na tak  wysokiego galicyjskiego urzędnika, dużo ... a jeszcze jak ośmioro z nich to córki - nie do pozazdroszczenia ...  Pradziadzio jednakowoż nie narzekał , cieszył się życiem i niepodzielnie królował we własnym domu ... jednym zdaniem - absolutny patriarchat ... To Franciszek ustalał zwyczaje i wokół niego kręciło się życie … Rano śniadanie, kawa z drożdżowym, domowym, rogalikiem a potem praca w Sądzie, powrót do domu, gdzie niezmiennie cała rodzina czekała z obiadem, a potem jeszcze krótka sjesta i wypad do klubu na preferansa  …

Prababcia oczywiście nie pracowała , miała nawet służącą, ale przy tylu dzieciach to zastęp służących by się przydał … dlatego dzieci od małego przyzwyczajane były do pracy … Najstarsza Wanda pomagała Prababci we wszystkim, była taką głównodowodzącą, reszta towarzystwa sprawiedliwie została obdzielona obowiązkami … każda z siedmiu sióstr dostała drugie imię, od dnia tygodnia … moja babcia Waleria-Wtorek musiała we wtorki zajmować się nakrywaniem do stołu i czyszczeniem butów wszystkim członkom rodziny … pozostałe siostry to samo, każda w swoim dniu tygodnia … Jak siostry podrosły Franciszek wprowadził w domu żelazny rygor : sympatie i narzeczeni mieli wstęp do domu tylko w dni parzyste , w nieparzyste – zakaz … no chyba, że Franciszka w domu nie było to wtedy Prababcia oko przymykała …

Nawet mój Dziadziu Romuald, jak przyszedł prosić o rękę Walerii, usłyszał – „z pełnym szacunkiem, ale dzisiaj jest dzień nieparzysty, zapraszam w parzysty” … chciał, nie chciał, musiał Romuald przyjść następnego dnia …

Jak to napisał Michał rodzina była „do przodu „ … ale przyszedł taki dzień, że nagle zrobiło się „ do tyłu” i to nawet bardzo do tyłu … przyszedł rok 1940 i straszne słowo - Syberia  …  w Sądzie pracował nie tylko Franciszek, jego najstarsza córka Wanda też … nie było zmiłuj …

             

  

 

                

 

                            Syberia Borowoje 20. 9. 1940

 

 

to fragment listu Franciszka do Walerii, mojej babci a jego córki ... są tu całusy dla ukochanej wnuczki Danusi ... Danusia, moja mamusia, miała wtedy sześć lat i była ulubienicą całej rodziny ... 

 

 

 

                                              ***

 

 

     jeśli podobał ci się wpis kliknij link , wejdź i promuj notkę  

                              http://www.liiil.pl/promujnotke

   

 



komentarze (44) | dodaj komentarz

CIEKAWOSTKA ...

poniedziałek, 28 lutego 2011 9:35

 

 

                     

                     

                

                             może to moja Praprababcia? ...

 

 

nie wiem i , w związku z zakazem mówienia o korzeniach, nikt z mojej rodziny tego nie wie ... w każdym razie jest to zdjęcie kogoś z rodziny Franciszka ... z TEJ rodziny, która go wyklęła ... Franciszek zachował sobie tylko te dwie fotografie ... może to jego mama ... a może nie ...

 

 

                                          

                     

 

                           to najstarsze zdjęcie jakie mam ...

                           i pomyśleć - dziewiętnasty wiek ...

 

 

                      może to ta sama osoba w młodości ? ...

                      nie wiem ... ale bardzo mi się podoba ...

                      taka stylowa i elegancka ...

                      i ten naleśnik na głowie ... w stylu epoki ...

 

 

 

                                              ***

 

 

 



komentarze (34) | dodaj komentarz

JULIUSZ ...

czwartek, 03 marca 2011 0:17

 

 

 

                     

                     

 

                              pierworodny syn Franciszka

 

 

biologiczną matką Julka była pierwsza żona Franciszka ... ale to Prababcia Ludwika wychowała go jak własnego syna ... Niewiele zdjęć zachowało się w moim rodzinnym albumie ... niewiele też wiem o historii pierworodnego ... tyle tylko, że po zdaniu matury, w roku 1907, wyjechał z Polski do Stanów do miasta Amsterdam w stanie New York ... 

   

                     

                

 

                       tak na pocztówce z 1909 roku

                       wyglądała Marker Street (Amsterdam)

 

   

tam osiadł na stałe i wkrótce ożenił się z Polką …  założył rodzinę, znalazł swoje miejsce na ziemi, ciągle jednak tęsknił za swoją prawdziwą Ojczyzną ... żył jej sprawami do tego stopnia, że założył polonijne stowarzyszenie „Gniazdo Sokołów Polskich”...  W Amsterdam zastała go pierwsza wojna światowa … Ojczyzna upomniała się o swoje …

W roku 1915, zostawił więc rodzinę w Stanach i wraz z kolegami „sokołami” wyruszył do Kraju walczyć o wolność,  na terenie Galicji wstąpił do Trzeciego Pułku Piechoty Legionów. Jakiś czas walczył w Legionach, niestety - w słynnej bitwie z Rosjanami, pod Rafajłową, został ciężko ranny …

 

 

              

                

 

                    tak wygląda bitwa pod Rafajłową na obrazie

                    malarza Zygmunta Grabowskiego    

 

 

Ktoś wyniósł Juliusza z pola walki… potem był długi, ciężki pobyt w szpitalu … i w rezultacie powrót na rekonwalescencję do domu w Stanach.  Leczenie trwało lata ale zdrowia w pełni, niestety, nigdy już nie odzyskał ... nie mógł już walczyć więc zajął się pracą i rodziną … działał też w Stowarzyszeniu. Z tego okresu pochodzi jedyne zdjęcie Julka zrobione z siedzibie Sokoła w 1919 roku ... .

                  

 

 

                    

                     

 

                       a to  fotografia żony Juliusza , Józefy

                       zrobiona w 1932 roku

 

 

Józefa, córka fabrykanta z pochodzenia była Polką ... ona też nie zapominała o korzeniach ... kiedy na świat przychodziły dzieci wychowywała je w duchu patriotyzmu i podobnie jak Julek marzyła o dłuższym, wspólnym wyjeździe do ojczyzny ... Okazja nadarzyła się na początku 1920 roku … Juliusz zabrał więc całą swoją rodzinę i przywiózł do rodzinnego domu pradziadków ... tu chłopcy poznawali polski język, polski patriotyczny katechizm ... tu powtarzali: kto ty jesteś ? - Polak mały ...

 

 

 

                     

 

                           Ferdynand i Eugeniusz– 1920 rok

 

 

tu uczyli się polskiego pacierza, odmawianego wspólnie przez całą rodzinę ... patrzyli jak ich liczne ciotki-podlotki i dziadkowie wspólnie klękają, jak składają ręce do modlitwy ... tu pobierali pierwsze lekcje odpowiedzialności za rodzinę ... bo przecież nie jeden raz chłopcy widzieli jak ich ojciec pomaga swojemu ojcu ...

Tylko dwa lata cieszyli się Ojczyzną … potem wrócili za Ocean i osiedlili się w Gloversville w stanie New York … W Gloversville na świat przyszedł trzeci syn … w Gloversville również, bardzo młodo, bo w wieku 44 lat, zmarł Juliusz … wojenne rany nie dały o sobie zapomnieć

 

 

 

                                             ****

 

 

      jeśli podobał ci się wpis kliknij link , wejdź i promuj notkę  

                            http://www.liiil.pl/promujnotke

 



komentarze (31) | dodaj komentarz

WANDA ...

piątek, 04 marca 2011 14:07

 

 

 

                     

 

                                    najstarsza córka

                                    urodzona w 1898 roku

 

 

ukochana córeczka Prababci Ludwiki i jej prawa ręka … to Wandzia była w domu głównodowodząca ... to ona zajmowała się utrzymaniem w ryzach młodszych dzieci … to ona wprowadzała dyscyplinę … zawsze pod ręką … zawsze do pomocy …

 

 

                     

 

 

Wanda pracowała w Sądzie, w tym samym, co Pradziadzio Franciszek … nie wiem, czy na swoje szczęście , czy też na nieszczęście, poznała tam pewnego uroczego i przystojnego radcę prawnego. Radca był wytworny, przyjeżdżał ze Lwowa … inteligentny, szarmancki, z manierami … miał tylko jeden maleńki mankament – był rozwiedziony … no i tu rozegrał się rodzinny dramat – Franciszek autorytatywnie stwierdził, że w naszej rodzinie nie bywało rozwodników , a skoro nie bywało to i nie będzie i on jako ojciec nie wyraża zgody na małżeństwo córki … tak więc córka cierpiała , kochała, wzdychała i niezmiennie pozostawała w stanie panieńskim … Radca również w stronę innych kobiet nie spoglądał ale sprzeciwić się nie odważył…

I tak Wandzia nigdy za mąż nie wyszła, nie miała też swoich dzieci … matczyne uczucia przelała na siostrzenicę, Danusię, moją mamusię …

 

                       

               

 

                          tutaj z moją mamusią Danusią

                          na rok przed wybuchem wojny

                          zdjęcie zrobione w Złoczowie

 

 

może by i Wandzia za mąż wyjść zdążyła ale nadszedł rok 1940 … zły los nie wybierał - Rosjanie wywieźli na Sybir i ojca i córkę … zbrodnią była przecież wtedy praca w sądzie … Ciubaryki  brali z łapanki, jak popadnie, inteligencja to była dla nich swołocz …

Pradziadzio Franciszek, kiedyś dumny i silny mężczyzna, przeżył na Syberii tylko pół roku i to właściwie przeżył dzięki Wandzie, która chorym ojcem się zaopiekowała …  sprzedawała wszystko co mieli przy sobie i co jakimś cudem rodzina przesyłała … kupowała za to kartofle i cebule … jeden raz kupiła nawet najprawdziwszą kurę i ugotowała Franciszkowi rosół … o tym rosole cała rodzina czytała ze łzami …  Ale siły starego człowieka opuszczały i nic na to poradzić nie mogła … w dzień swoich 74 urodzin Franciszek położył się do lóżka … postawił obok zdjęcie swoich córek, to, które opublikowałam wcześniej na blogu, a potem – umarł ….

Wanda została samiuteńka w dalekim i obcym kraju … pisała listy do domu … ten o śmierci Franciszka doszedł szybko … potem listy przychodziły coraz rzadziej … nikt nie wiedział co z Wandzią się dzieje aż do roku 1942, kiedy to, po umowie Sikorski – Majski, generał Anders utworzył w Związku Radzieckim Polskie Siły Zbrojne i przystąpił do ewakuacji zarówno wojska jak i cywilnych zesłańców z więzień i łagrów.

Ewakuowali się do Iranu … nadeszła wyśniona wolność …

Podobno wracała szczęśliwa … nie wróciła … pamiątki przywiozła rodzinie jej przyjaciółka, też Sybiraczka …

Wandzia chorowała na pęcherz i na każdym przystanku wychodziła z wagonu … transportu pilnował wtedy młody Rosjanin … znudziło mu się widać i pociągnął za spust … seria była krótka a potem cisza … po chwili pociąg ruszył …

Została w śniegu … na torach … jakieś głodne zwierzę pewnie miało smaczną kolację …

 

 

                                                ***

 

 

 jeśli podobał ci się wpis kliknij link , wejdź i promuj notkę  

                            http://www.liiil.pl/promujnotke

 



komentarze (49) | dodaj komentarz

PRZERYWNIK ...

poniedziałek, 14 marca 2011 16:44

 

zanim przygotuję następne zdjęcia z historii rodziny pooglądajcie

parę moich starych, dziecięcych fotografii , potem umieszczę je

w osobnej galerii...

 

 

                               moje szczęśliwe dzieciństwo 

                                    lata pięćdziesiąte

 

 

                     

                      tutaj mam trzy latka a mój braciszek

                      za parę dni się urodzi ... jest rok 1957

 

 

                     

                      latem Tatuś zabierał mnie na basen ...

 

 

                      

                               a za rok już całą rodzinką

                               pojechaliśmy do Sopotu ...

 

 

                      

                      byliśmy zgodnym rodzeństwem ... ale

                      wojny na poduszki nie były nam obce ...            

                                     

 

                               

 

                                   mój braciszek - Wituś

 

 

                                                ***

 

 

 



komentarze (50) | dodaj komentarz

STANISŁAW KAZIMIERZ

sobota, 26 marca 2011 20:15

 

 

 

 

                         urodził się w 1895 roku w Złoczowie

 

                          

                         

                          to  najstarsze zdjęcie - rok 1916

                          Stasiu jako kadet Armii Austriackiej

 

 

Stanisław był drugim synem Franciszka i jedynym „wspólnym” synem Prababci Ludwiki i Pradziadka Franciszka. Pradziadkowie mieli wspólnie dwanaścioro dzieci – osiem córek i czterech synów … niestety, dwaj synowie zmarli wkrótce po urodzeniu a trzeci, Tadeusz, umarł w wieku siedmiu lat, na zapalenie opon mózgowych. Jak pisałam, Juliusz, pierworodny Franciszka, wcześnie wyjechał z domu, nie trudno się więc domyśleć, że w tak damskim towarzystwie rodzynek Stasiu był kochany i hołubiony przez wszystkie siostry … Rodzice dbali o wykształcenie syna i wysłali go na studia do Wiednia. Ponieważ Galicja była w owym czasie pod zaborem austriackim Stanisław wstąpił najpierw do Armii Austriackiej, dopiero potem do naszej.

Wkrótce po pierwszej wojnie wrócił do Złoczowa i ożenił się z urodziwą panną Stefanią. 

 

 

                     

                      to zdjęcie Stasia z ojcem, Franciszkiem,

                      zrobione we Lwowie w latach 30-tych

 

 

Siostry Stasia trochę z rezerwą na Stefę spoglądały, bo przecież zabrała im ukochanego braciszka, jednak małżeństwo Stasia było bardzo udane, doczekał się ze Stefanią trójki dzieci. W 1920 roku urodził im się syn Zbigniew, po trzech latach córka Krystyna a w 1927 drugi syn, Jerzy.

 

 

                     

                      Krysia, Stefa, Zbyszek i Stasiu - 1925 rok

 

 

                     

                      Zbyszek, Krysia i najmłodszy Jurek ...

 

 

                     

                      Stefa z dziećmi: Krysią i Zbyszkiem

 

 

W wolnej Polsce Stanisław przeniósł się do rezerwy, wyjechał z Rodziną do Lublina i tam pracował w cywilu, jako dyrektor ubezpieczalni.

                           

 

                         

                          tak wyglądał w tych czasach ...

 

                           

 

                     

                      na tym zdjęciu ze Stefą w Lublinie

 

 

To były szczęśliwe lata, niestety niezbyt długo trwało szczęście ... tu, w  Lublinie, zastała go druga wojna światowa ... jak wszyscy oficerowie rezerwy stawił się natychmiast ...

 

 

                     

                      to zdjęcie z ćwiczeń wojskowych - 1939

 

 

Nadszedł rok 1940 … po wywiezieniu Franciszka i Wandy na Syberię Prababcia Ludwika załamała się i zaczęła chorować … Było już całkiem źle, Stasiu postanowił przyjechać do mamy, do Złoczowa – niestety, w Złoczowie dostał się w łapy Bolszewików … aresztowali go pod zarzutem szpiegostwa. Aresztowanych oficerów osadzali wtedy w więzieniu, na Zamku Sobieskiego. Moja Mamusia dokładnie pamięta te czasy, mieszkała wtedy na ulicy Legionów, naprzeciwko gmachu NKWD … nocą słyszała jak pod oknami Rosjanie prowadzili polskich oficerów na przesłuchania … oficerowie śpiewali … wśród nich był jej wujek – Stasiu . Straszne to były przesłuchania … oficera wkładano do żelaznej szafy, zamiast podłogi szafa miała stalowy ruszt … pod rusztem zapalano … tak zmuszano do zeznań … no – nie tylko tak … Stasiowi połamali jeszcze żebra i powybijali zęby … Mamusia opowiadała, że rodziny mogły zabierać bieliznę więźniów do prania … wszyscy płakali na koszulami Stasia … całe były we krwi …

część oficerów rozstrzelano, część wywieziono na Sybir … nasz Stasiu był wśród tych drugich …

 

 

                                               ***

 

 

*dalsze dzieje Stanisława w następnym wpisie …

         

                                                     



komentarze (53) | dodaj komentarz

STANISŁAW ... CIĄG DALSZY ...

piątek, 01 kwietnia 2011 14:35

              

 

 

                           to Stasiu na dalekiej Syberii

 

                     

                    

                      tak wyglądał skazany polski oficer ...

 

 

od chwili zesłania  kontakt ze Stasiem się urwał … rodzina nie wiedziała co się z nim dzieje, nie wiedziała nawet czy żyje … do Stasia nie docierały też wieści z domu… aż nadszedł rok 1941 - Generał Anders formował  Polskie Wojsko, z jeńców i zesłańców na Sybir … porucznik Stanisław stawił się w pierwszym terminie …

Dostał mundur, zakwaterowanie i przydzielono mu funkcję naboru żołnierzy … i tu spotkało go coś niebywałego, historia  jak z filmu … pewnego dnia porucznik Stanisław przyjmował kolejnych, zgłaszających się do wojska … wszedł żołnierz

- imię i nazwisko – rzucił Stasiu, nie podnosząc głowy

- Zbigniew … nie dokończył, nie musiał … Stasiu usłyszał znajomy głos i podniósł oczy – przed nim stał najstarszy syn …

Skąd mógł wiedzieć, że młodego chłopaka, studenta, też zwinęli bolszewicy  …

                             

 

 

                     

                      z synem Zbyszkiem w Iraku - 1942 rok

 

 

ojciec z synem razem przeszli, z generałem Andersem, cały szlak bojowy 

najpierw był Irak …

 

 

 

                         

                          w San Elpidio, we Włoszech - 1945

 

 

a potem front włoski … aż do bitwy pod Monte Cassino … walczyli obaj 

na koniec obaj wylądowali z wojskiem w Anglii … 

 

 

 

                      

                      Anglia 1947 rok

 

 

do kraju od razu wrócić nie mogli, wszak byli wrogim elementem …  

Zbyszek został w Anglii, tam się ożenił a potem wyjechał z żoną do Stanów, niestety na zawsze.

 

 

 

                     

                      Stasiu i Stefa po powrocie z Anglii

  

 

Stasiu zdecydował się na powrót do Polski, ze wszystkimi tego konsekwencjami … wrócił na początku 1948 roku, zamieszkał z żoną Stefą w Lublinie … on – dumny oficer, musiał się ukrywać, żeby móc żyć w Ojczyźnie … w Ojczyźnie, która takich jak on nie tylko nie chciała ale wręcz chętnie się pozbywała – najlepiej na wieki …

 

 

 

                      

                      starsi państwo na ławeczce w Lublinie

 

 

                      w 1957 roku  umarła  Stefa …

                     

                      Lublin - Stasiu i Jurek, młodszy syn

                      nad grobem Stefanii ...

 

 

Stasiu nie ożenił się po raz drugi , do końca swoich dni mieszkał w Lublinie … zmarł w roku 1969  

nie doczekał prawdziwie wolnej Polski…

 

 

 

                                                ***

 

 

  jeśli podobał ci się wpis kliknij link , wejdź i promuj notkę  

                              http://www.liiil.pl/promujnotke

 

 



komentarze (49) | dodaj komentarz

DZIECI STASIA ...

czwartek, 07 kwietnia 2011 20:15

              

 

 

                        to najstarszy syn Zbigniew Stanisław

                                        (1920 - ?) 

 

                     

                    

 

                     ten, z którym Stasiu spotkał się na Syberii

 

 

po przyjeździe do Anglii (o czym pisałam) Zbyszek wystąpił z wojska i wkrótce się ożenił ... żoną Zbysia została śliczna panna - Stella ...

ślub, w przypadku tej pary, nie był niestety rzeczą prostą ... Stella była bowiem siostrą cioteczną Zbyszka ... ich mamy były rodzonymi siostrami ...

na taki ślub zgody musiał udzielić sam Papież ...

                             

 

                     

                      po ślubie młodzi wyjechali z Anglii

                      nie wrócili jednak do Polski ...

 

 

                     

 

osiedlili się w Stanach, w Chicago ... tam na świat przyszły ich córki:

Eva (na zdjęciu) i Barbara ...

Zbyszek przyjeżdżał do rodziny, do Polski ... ale dopiero urna z jego prochami spoczęła na stałe w Ojczyźnie ... na lubelskim cmentarzu, obok rodziców - Stasia i Stefy ...

 

 

 

                                  a to córka - Krystyna

                                        (1923 - 2002)

 

                     

 

 

to niesamowite, jak bardzo Krysia podobna jest do mojej Mamusi ... wydaje się, że to nie siostry cioteczne tylko bliźniaczki ...

W czasie wojny Krystyna miała narzeczonego, mieli się pobrać ...

zginął w Oświęcimiu ...

po wojnie wyszła za mąż za naukowca ... Sławek, też zresztą były więzień Auschwitz, kochał ją bardzo ... zmarł kilkanaście dni temu ... 

Pamiętam niedawno Profesor Bartoszewski opowiadał pewne zdarzenie z życia obozowego ... tę historię słyszałam jeszcze w dzieciństwie ... opowiadał ją Sławek ...

Krysia i Sławek mieszkali we Wrzeszczu ...

mieli trzech synów: Jacka, Andrzeja i Leszka ...

 

 

 

                                najmłodszy syn - Jerzy

                                     (1927 - 1983)

                       

                     

 

 

Jurek dwukrotnie się ożenił ... z pierwszą żoną, Aliną miał dwie córki Annę i Iwonę ... z drugą żoną, Ireną doczekał się trzeciej córki, Marty ...

zmarł młodo, w wieku 53 lat, na zawał serca ...

 

                        

                 

             

 

                                Stasiu ze swoimi dziećmi 

                             Krysią, Zbyszkiem i Jurkiem ...

 

 

 

                                              ***

 

 

 



komentarze (46) | dodaj komentarz

CÓRKI ...

wtorek, 12 kwietnia 2011 15:53

 

 

 

                                  było ich osiem

                         na zdjęciu stoją wszystkie ...

 

     

   

 

                                    po kolei :

 

serceWANDA - Wandzia;    ur.1898r,  zm. 1942 (o niej już pisałam)

serceJANINA - Jańcia Sobota;   ur.1901r,  zm.1969r

serceGIZELA - Gizia Niedziela;   ur.1907r,  zm.1990r

serceWALERIA - Wala Wtorek;   ur.1903r,  zm.1959r moja Babcia

serceZOFIA - Zosia Piątek, (Lasia);    ur.1906r,  zm.1984r

serceKAZIMIERA - Kajcia Środa (bolszewik);   ur.1910r,  zm.1993r

serceHELENA - Hela Czwartek;   ur.1912r,  zm. ?

serceLUDMIŁA - Lila Poniedziałek;  ur.1915, mieszka w Olsztynie

 

 

jeśli ktoś wcześniejszych tekstów nie czytał to wyjaśniam , że każda z sióstr, prócz głównodowodzącej Wandzi, miała dyżur w określonym dniu tygodnia ... od tego dnia dostawała imię ...  

a dlaczego Kajcia nazywana była w domu "bolszewik" opowiem jak na Kajcię przyjdzie kolejka ...

 

                                     *** 

 

 

 



komentarze (43) | dodaj komentarz

WALERIA ...

środa, 20 kwietnia 2011 19:07

  

                                          moja Babcia

 

                     

                         WALERIA - Walercia, zwana Wtorek 

                                    ur.1903r,  zm.1959r 

 

    

była trzecią z kolei córką, zaraz po Wandzi i Jańci ...

najbardziej krucha i delikatna ze wszystkich sióstr ... najbardziej, niestety, chorowita ... wystarczyło byle co a już Walercia mdlała ... po skończeniu gimnazjum dla panien nie poszła do pracy, została w domu ...

 

 

             

                     klasa Walerii w złoczowskim gimnazjum

 

 

pasją panny Walerci były kapelusze ... duże i obłoczne, jak mówi poetka, i małe, tuż przy głowie, z fantazyjną elegancją ... bez kapelusza Waleria nie ruszała się z domu ...  była subtelna, delikatna, romantyczna ... i jak na romantyczną pannę przystało dosyć wcześnie zakochała się bez pamięci w pewnym bardzo przystojnym nauczycielu ... nauczyciel, o imieniu Jan, odwzajemniał to płomienne uczucie , bywał w domu i zaczął nawet oficjalnie "kandydować do ręki panny" ...

i tu sielanka się skończyła - Pradziadzio Franciszek wkroczył do akcji i ręki kawalerowi odmówił ...  cóż - w jego pojęciu nauczyciel to nie była wystarczająco dobra partia dla córki ...

Jan zrozpaczony wyjechał na Litwę , po roku ożenił sie z nauczycielką a po paru miesiącach popełnił samobójstwo ... w kieszonce marynarki Jana znaleziono rożki drożdżowych rogalików ... te rogaliki podawała Walercia do herbaty na proszonych podwieczorkach ...

ech - łza się w oku kręci ...

Waleria długie lata nie mogła zapomnieć o ukochanym Janku ... pewnie w sercu został jej do końca życia ...

wyszła za mąż dopiero w wieku 27 lat ... inny, zakochany po uszy młodzian, Romuald, śpiewał wieczorami serenady pod jej oknami ... śpiewał, śpiewał - no i wyśpiewał ... roztopił serduszko mojej kochanej Babci Walerii ...

a że kawaler pracował w sądzie , tak jak pradziadziu Franciszek, to bez kłopotu dostąpił zaszczytu i rękę panny otrzymał ...

 

 

 

                                      sercemój Dziadziu

 

                        

                                 ROMUALD - Romek

                                  ur.1898r, zm.1971r

 

 

mój Dziadziu ... właściwie to wychowałam się przy Nim ... to On pokazał mi swój, utracony świat - lepiej znałam wtedy ulice Lwowa niż Warszawy ... to On opowiadał mi o naszej historii , o wojnach, o zaborach, o bohaterstwie, o honorze ... a ja chłonęłam jak gąbka ....

To było inne pokolenie niż my ... bardziej zahartowane ...  Dziadziu przeżył dwie wojny i obóz w Kowlu ... był saperem ... pod nosem NKWD organizował zebrania AK a broń przemycał w wózeczku dla lalek mojej Mamusi ... Opowiadał, że najstraszliwszą walką, jest walka na białą broń ... moment wbicia bagnetu w ciało wroga nie da się z niczym porównać ..... jak bardzo byłby zdziwiony, gdyby dożył dzisiejszych czasów ... kiedy dzieci wbijają nóż w ciało kolegi - ot tak sobie ...

 

 

 

                     

                         Złoczów, ulica Legionów , 1939 rok

                            Wala, Romek i mała Danusia

 

 

pierwszy synek Walerii i Romualda żył tylko kilka dni ... potem na świat przyszła Danusia , śliczna dziewczynka z kręconymi włoskami ... ważyła prawie 6 kilo ...

tak więc Danusia, moja mamusia, została jedynaczką ... kochaną i hołubioną nie tylko przez rodziców ale przez dziadków i wszystkie cioteczki ...

 

 

                                               ***

 

ciąg dalszy nastąpi ... 

 

 

        jeśli podobał ci się wpis kliknij link , wejdź i promuj notkę  

                              http://www.liiil.pl/promujnotke

 



komentarze (118) | dodaj komentarz

WALERIA - HISTORII CIĄG DALSZY ...

wtorek, 30 października 2012 15:32

 

                     

 

 

                        moi Dziadkowie Waleria i Romuald

 

 

          

 

 

Mała Danusia bawiła się w ogrodzie - popatrz Tatuś srebrne cygara z nieba lecą ! cygara spadły, miały zapach fosforu. Tamten piękny i wolny świat przestał istnieć.

  

 

            

                        Złoczów, ulica Legionów , 1939 rok

 

 

Wolność zniknęła jak bańka mydlana. 

Nadeszły ponure czasy okupacji.

 

Najpierw przyszli Rosjanie.

Moi Dziadkowie, Wala i Romek, z pięcioletnią Danusią, mieszkali wtedy w kamienicy, naprzeciwko gmachu policji. W tej samej kamienicy mieszkali Pradziadkowie Ludwika i Stanisław.  Oczywiście gmach policji natychmiast stał się siedzibą NKWD.

Romek od  razu zaczął organizować samoobronę, jeździł po okolicznych wioskach, zbierał ludzi, formował oddział, spotykali się w mieszkaniu Dziadków zgodnie z zasadą, że najciemniej pod latarnią. To były takie zaczątki oddziału AK. Danusia zapamiętała wejście wojska rosyjskiego. Mali, ciemni, skośnoocy, z dzidami albo z karabinami na sznurkach i te czapki z dziwnymi czubkami. Mówiło się na nich ciubaryki. W pamięci dziewczynki został bardzo charakterystyczny zapach skóry, butów, nie zmienianych onuc jakiegoś szuwaksu … zapach szedł za wojskiem i zostawał jeszcze na długo.

 

Zaczęły się zsyłki na Sybir.

I pradziadziu Stasiu i dziadziu Romek pracowali wtedy w sądzie. Rosjanie przychodzili nocą. Łomotali karabinami do drzwi a potem pod ścianę, kilka minut na zabranie rzeczy i przed siebie do wagonu z dziurą wyciętą w środku a wagonem, w towarzystwie trupów, na białe niedźwiedzie. Zabrali tylko Stasia bo Romka nie było w domu. Prababcia Ludwika zamieszkała z Dziadkami.

 

A potem przyszli Niemcy.

Gmach NKWD zamienił się w gmach Orstkomando.  Zebrania w mieszkaniu Dziadków odbywały się nadal ale nie były to już  zebrania samoobrony tylko prawdziwego oddziału AK utworzonego z okolicznych chłopów.

W tym czasie Niemcy postanowili pozbyć się mieszkających pod nosem Polaków a że właśnie z getta wywieźli Żydów do Bełżca to mieszkańców kamienicy Dziadków przesiedlili do getta. Wala Romek i Danusia przenieśli się w to straszne miejsce, zabrali ze sobą prababcię Ludwikę.

Z tych czasów Danusia wspomina szczególnie jeden moment, kilku Żydów schowało się na dachu najwyższego budynku, Niemcy nie mogli ich dosięgnąć więc budynek podpalili Żydzi się nie poddali, spłonęli żywcem.

Mała Danusia siedziała na oknie i patrzyła jak płonie getto, nie zdawała sobie sprawy co się dzieje. Wala dała jej chleb posmarowany odrobiną smalcu na który pokruszyła ugotowane jajko. Był straszny głód. Nigdy już potem Danusia nie jadła niczego tak smacznego, jak ten chleb z jajkiem. Do tej pory moja Mamusia nie pozwala marnować daru, jakim jest jedzenie i całuje chleb, który upadł na podłogę.

 

Podczas jednej z akcji Niemcy schwytali Romka i wsadzili go do więzienia, które w tym czasie, znajdowało się na Zamku Sobieskiego.

W czasie, gdy Romek siedział, Wala musiała zająć się przetrwaniem rodziny, za worek ziemniaków czy bochenek chleba wymieniała wszystko, co mieli, biżuterię, futra, obrazy, sukienki … to była waluta za którą wtedy można było głód przetrwać. Gdy już wysprzedała wszystko życie w getcie zrobiło się niemożliwe. Romek, który pracował w sądzie miał wielu przyjaciół sędziów, żona jednego z nich zabrała Walę, Ludwikę i Danusię do swojej willi. W willi zamieszkał też poważny radca sądowy i ksiądz staruszek. Głód był coraz większy. Danusia wspomina ślicznego królika , biała agorę, z którym się bawiła, Królika zjedli, nikt nie potrafił go zabić więc w końcu zdesperowany ksiądz jakoś udusił zwierzaka. Wala nabawiła się tyfusu więc Danusia została sama z babcią staruszką.

 

Znów nadchodzili Rosjanie i Niemcy potrzebowali okopów. Do kopania  rowów używali więźniów z pobliskiego Zamku. W czasie nalotu kilku więźniom udało się zbiec, wśród zbiegów był Romek.

Rosjanie nadeszli, przetoczyli się przez Złoczów jak barbarzyńska fala. Łapanki były wtedy codziennością, podczas jednej Romek wpadł.

Tym razem wywieźli Go do obozu w Kowlu.

  

 

                

                   Tak wyglądał ten silny i postawny mężczyzna

                                  po powrocie z obozu.

 

 

Z Kowla Romek nie uciekł, cudem zdarzyła się inspekcja międzynarodowej komisji Czerwonego Krzyża, badali więźniów, u Romka stwierdzili anginę pectoris i nakazali Rosjanom wypuszczenia chorego.

Wracał do domu na zderzaku pociągu, zarośnięty, z oberwaną nogawką spodni, na całym ciele pod skórą gnieździły się wszy.

Gdy nocą zapukał do okna Wala zemdlała ze strachu, że zbir. Nie poznała swojego męża.

 

A potem był koniec wojny.

Zostali w Złoczowie najdłużej jak się dało. Ostatnim transportem, w bydlęcym wagonie, wyjechali do nowej ojczyzny głęboko w sercu zachowując tę pierwszą.

 

Już Nigdy nie dano Im było zaśpiewać Jej

„Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”

 

                                               ***

 

ciąg dalszy nastąpi ... 

 

jeśli podobał ci się wpis kliknij link , wejdź i promuj notkę  

                              http://www.liiil.pl/promujnotke

 

 

 



komentarze (33) | dodaj komentarz

ŻYCZENIA OD DANUSI

środa, 30 stycznia 2013 14:47

 

  

       

 

 

               

 

    

 

         

 

 

                      

 

 

           

 

ŻYCZENIA OD TOMKA

Pani Danusiu!

 

 

             

 

 ŻYCZENIA OD KRYSI

 

 

   

 

 

 

ŻYCZENIA OD LUSI

 

Szanowna Pani Danusiu!
 
Proszę wybaczyć zbytnią moją śmiałość.
Gorąco Panią prosimy o przyjęcie naszych szczerych, z serca płynących życzeń urodzinowych !!!

 

 

      

okazji urodzin Pani, życzę wszelkiego DOBRA,

W dniu tak pięknym i radosnym
niczym kwiat w promieniach wiosny,
życzymy Pani  długich lat w szczęśliwości,
dobrego zdrowia i wszelkiej pomyślności !!!
Niech Dobry Ojciec w Niebiosach nie odmówi Pani żadnej pomocy o którą będzie Pani prosiła.
A Najświętsza Panna otoczy Panią miłością i opieką i niechaj wyprosi u Swego Syna Jezusa Chrystusa wszelkie potrzebne łaski.
Z poważaniem


Lusia i Eryk

miłości wokół, a przede wszystkim zdrowia i pogody ducha

 

Przyjaciel Hani i wszystkich Kresowiaków,

Tomasz Petry

 

 



komentarze (39) | dodaj komentarz

JA I MÓJ BLOG

niedziela, 05 maja 2013 10:23

 

 

                       mam na imię Hania

                       to jest moje zdjęcie sprzed lat ...

                       witam wszystkich przeglądających

                       kartki z historią mojej rodziny 

 

Notki na tym blogu ustawione zostały od najstarszej,

tak, by zachować ciągłość historii rodziny.

Najnowsze wpisy znajdują się na końcu.

Żeby przeczytać najnowsze wystarczy kliknąć

na zamieszczone w narzędziach zdjęcie. 

 

Najnowszy wpis - zdjęcie na samej górze 



komentarze (24) | dodaj komentarz

CÓRKI

poniedziałek, 13 maja 2013 23:50

 

 

 

                                  było ich osiem

                         na zdjęciu stoją wszystkie ...

 

     

   

 

                                    po kolei :

 

serceWANDA - Wandzia;    ur.1898r,  zm. 1942 (o niej już pisałam)

serceJANINA - Jańcia Sobota;   ur.1901r,  zm.1969r

serceGIZELA - Gizia Niedziela;   ur.1907r,  zm.1990r

serceWALERIA - Wala Wtorek;   ur.1903r,  zm.1959r moja Babcia

serceZOFIA - Zosia Piątek, (Lasia);    ur.1906r,  zm.1984r

serceKAZIMIERA - Kajcia Środa (bolszewik);   ur.1910r,  zm.1993r

serceHELENA - Hela Czwartek;   ur.1912r,  zm. ?

serceLUDMIŁA - Lila Poniedziałek;  ur.1915, mieszka w Olsztynie

 

 

jeśli ktoś wcześniejszych tekstów nie czytał to wyjaśniam , że każda z sióstr, prócz głównodowodzącej Wandzi, miała dyżur w określonym dniu tygodnia ... od tego dnia dostawała imię ...  

a dlaczego Kajcia nazywana była w domu "bolszewik" opowiem jak na Kajcię przyjdzie kolejka ...

 

 

                                            *** 

 

 

                         tak wyglądały w dorosłym życiu ...

 

 

                        

                      serceWANDA - Wandzia głównodowodząca  

                                    ur.1898r,  zm. 1942

 

 

 

 

                     

                               serceJANINA - Jańcia Sobota  

                                    ur.1901r,  zm.1969r

 

 

                       

 

                     

                      serceWALERIA - Wala Wtorek  moja Babcia

                              ur.1903r,  zm.1959r 

 

                

              

                   

                      

                                 serceZOFIA - Zosia Piątek  

                                    ur.1906r,  zm.1984r

 

 

 

 

                     

                               serceGIZELA - Gizia Niedziela  

                                    ur.1907r,  zm.1990r

 

 

 

 

                     

                               serceKAZIMIERA - Kajcia Środa  

                                    ur.1910r,  zm.1993r

 

 

 

 

                     

                              serceHELENA - Hela Czwartek  

                                  ur.1912r,  zm. 1947(?)

 

 

 

 

                     

                              serceLUDMIŁA - Lila Poniedziałek

                               ur.1915, mieszka w Olsztynie

 

 

 

fotografie ułożyłam po kolei, zgodnie z wiekiem sióstr ...

wszystkie siostry, poza Wandzią, skorzystały z zamieszania wojennego i "wymieniły sobie" dowody osobiste, przy okazji ujmując nieco latek ...

i tak zrobiy się niechcący po trzy z jednego roku ... nie zapomnę dyskusji kuzynek Danusi:

moja mamusia jest z 1907, jak to, moja jest z tego roku, no nie żartujcie, przecież moja ...

prawda wychodziła na jaw dopiero po obejrzeniu skrzętnie ukrywanych aktów urodzenia sióstr kresowianek ...

 

 

        jeśli podobał ci się wpis kliknij link , wejdź i promuj notkę  

                              http://www.liiil.pl/promujnotke

 

                                       



komentarze (25) | dodaj komentarz

niedziela, 22 października 2017

Licznik odwiedzin:  44 170  

Najlepsze Blogi

O moim bloogu

stare fotografie z rodzinnego albumu ... głęboko schowane, zapomniane ... sentymentalne ... WSZYSTKIE FOTOGRAFIE NA TYM BLOGU SĄ AUTENTYCZNE I BEZ RETUSZU ... jedyne zmiany wprowadzone przeze mnie t...

więcej...

stare fotografie z rodzinnego albumu ... głęboko schowane, zapomniane ... sentymentalne ... WSZYSTKIE FOTOGRAFIE NA TYM BLOGU SĄ AUTENTYCZNE I BEZ RETUSZU ... jedyne zmiany wprowadzone przeze mnie to ramki i , czasami, zwiększanie kontrastu ...

schowaj...

Ostatnie wpisy

Statystyki

Odwiedziny: 44170
Wpisy
  • komentarze: 753

Ulubione strony

BLOG ROKU 2012

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to